Skawiński wrzesień
Rok 1939 nie obdarzył nas beztroskimi wakacjami. Domowe męskie rozmowy naszych dziadków, tych co to jeszcze w CK „austryjackiej” armii, z naszymi ojcami, co to już z komendantem Piłsudskim, wnosiły do szczeniackiego życia nieznany lęk i groxne słowo – wojna.
A tu lato było w pełni. Jak dawniej biegaliśmy nad rzepnik, nad Skawinkę i graliśmy w palanta, robiliśmy łuki z leszczyny i chłonęliśmy słońce. W naszych rozmowach pojawiły się nowe słowa, te z domu, z zasłyszenie: Szwaby, czołgi, gaz i te mocne plakatowe – silni, zwarci, gotowi.
Mała była wówczas nasza ojczyzna. Ulica Krakowska, Strzelecka, Sobieskiego aż po Dom Katolicki (dzisiejsze kino) – to wszystko. I Ci koledzy, góra trzecioklasiści. Nawet dziś widze ich twarze. – Maniek Cz. (Bajac), Staszek J. (Syłwek), Kazek B. (Kajo), Jaś K. (Kisiu), Felek S. z braćmi, Kazek D. (Agarek), Jerzy K. (Marianko) i inni o niezbyt cudnych przezwiskach.
Skawina tamtych lat to prawie rolnicze miasteczko, tętniące w każdy czwartek jarmarkami wypełniającymi rynek i targiem końskim rozsiadłym na miejscu dzisiejszej poczty. Daleko na krańcach miasta dwa zakłady dawały zatrudnienie i wnosiły powiew nowoczesności.
Decydujące znaczenie miała fabryka Franca – późniejsza „Kawa”, a obecny „Bahlsen”. Ta austryjacka firma wybudowała na „parcelach” osiedle domków dla swoich niemieckich pracowników.
Z chłopami z parcel chodziliśmy razem do szkoły i trudno nam było zrozumieć, że to są teraz Szwaby.
Zaskoczył nas przyjazd 15 sierpnia do Skawiny (Liszki, Bronowice, Wola Justowska) – 10 Zmotoryzowanej Brygady Kawalerii, pod dowództwem płk. dypl. Stanisława Maczka.
Ryk motorów, czołgi, działa, czarne berety, skórzane kurtki, to był prawdziwy pokaz siły. Widzieliśmy nawet zaskoczenie i podziw w oczach weteranów I wojny światowej. Skąd takie wojsko? Członek sztabu tej jednostki, kpt. Franciszek Skibiński, wyjaśnia: - Wiosną 1937 r. zwykła konna 10 brygada kawalerii została rozkazem ministra spraw wojskowych przemianowana na brygadę zmotoryzowaną, z zachowaniem dawnej „konnej” nazwy*.
Jak przyjęliśmy tych pancernych kawalerzystów? To wojsko, tak inne od tych znanych z opowiadań, zawładnęło nami całkowicie. Zawiązały się przyjaźnie między tymi żołnierzami i nami patrzącymi na nich z zachwytem, prawie z uwielbieniem.
Znosiliśmy im jabłka, uczestniczyliśmy w każdych ćwiczeniach, uczyliśmy się, którą korbą podnosić lufę armaty (ppanc. 37 mm), a która otwiera zamek. Patrzyliśmy, jak czyszczą broń i słuchaliśmy ich piosenek. Dowiedzieliśmy się, że te ostrogi przy butach to tradycja, a moc określają konie mechaniczne.
To był cudny czas, w którym czuliśmy, że ci żołnierze zwyciężą wszystko i rozniosą w strzępy każdego wroga. Nowe słowo wojna teraz wydawało się wcale niegroźne Tak to był cudowny czas i szkoda, że trwał tylko dwa tygodnie.
1 września w godzinach rannych 10 Zmotoryzowana Brygada Kawalerii odeszła na południe, by zatrzymać wrogie pancerne kolumny, które wtargnęły do naszej Ojczyzny od Słowacji.
Była godzina 9.30, kiedy nadszedł rozkaz: „Nieprzyjaciel przeważającymi siłami uderzył na całym froncie armii. Silne zgrupowanie motorowo – pancerne, wychodzące ze Słowacji, przekroczyło Tatry i naciera na dwóch osiach: na Chabówkę i na Nowy Targ. Po zepchnięciu i wysuniętych nad granicę kompanii KOP, zgrupowanie to prze na Rabkę – Skomielna B – Jordanów, zagrażając tyłom armii” (kpt. F. Skibiński).
Zadanie 10 Zmotoryzowanej Brygady Pancernej to: „nie dopuścić, by nieprzyjaciel wyszedł z wąwozów górskich. Opóźniać jego marsz, nie pozwalać by wyszedł na północ od linii Myślenice – Dobczyce.”
Odeszli nasi żołnierze. Nie było nauki. Było oblepianie szyb paskami papieru, szycie tamponów przeciwgazowych, przygotowanie piwnic. Gdzieś na południu na linii Jordanów – Wysoka walczyli nasi żołnierze z hitlerowskimi zagonami.
Ten pierwszy dzień walki tak ocenił kpt. Skibiński w swoich pamiętnikach: „Przekonaliśmy się, że mimo ogromnej przewagi nieprzyjaciela, szczególnie w lotnictwie, czołgach i artylerii, jesteśmy w stanie stawić mu poważny opór i zadawać ciężkie straty. Nasi żołnierze bili się doskonale...w ciągu tego dnia mieliśmy na rozkładzie 40 do 50 czołgów niemieckich”.
Cofa się brygada na wschód. Odwrót jest zorganizowany w ciągłym kontakcie z nieprzyjacielem. „Wierzyliśmy w to, że bitwa o Polskę rozegrana zostanie nad Renem...”- napisze kpt. Skibiński.
Droga odwrotu to droga walki i niszczenia napastnika. 19 września brygada przekracza granicę państwa na Przełęczy tatarskiej. Została za nimi Ojczyzna zdławiona przemożną siłą wroga. Przegrali swoją pierwsza bitwę, ale ulec silniejszemu to nie hańba.
Kpt. F. Skibiński po latach, gdy opadł kurz bitewny i wystygły silniki czołgów, tak oceniał szlak bojowy tamtych dni: ”Brygada dawała sobie radę z wielokrotnie przeważającym przeciwnikiem. Planowość i porządek cechowały działania brygady od pierwszego do ostatniego dnia jej walki w Polsce..Podstawowe zalety brygady – wykorzystane odważnie i z talentem przez jej dowódcę – stanowiły: duża szybkość i bogate wyposażenie w broń przeciwpancerną i maszynową”.
Dowódcą 10 Zmotoryzowanej Kawalerii był, przypomnijmy, wówczas jeszcze płk dypl. Stanisław maczek. Legendarny dowódca pancerników, ur. 1892, późniejszy generał. W sierpniu 1939 dowódca 10 zbk. Organizator (1940 we Francji) i dowódca 10 Brygady Kawalerii pancernej oraz organizator i dowódca Pierwszej Dywizji pancernej (1942-45), którą dowodził w walkach we Francji, Belgii, Holandii i w Niemczech.
Po wojnie pozostał na emigracji. Nie zobaczył Ojczyzny, która potraktowała generała jak macocha. Jego ostatnim życzeniem było spocząć wśród żołnierzy na zwykłym wojskowym cmentarzu.
A szlak bojowy żołnierzy generała St. Maczka to: Falaise 7-22 sierpnia 1944r. – zniszczono 70 czołgów, 500 samolotów, 100 dział, 5000 jeńców. Wyzwolone miasta belgijskie: Ypres, Gandawa i inne. Walki o ujście Skaldy, opanowanie Axel, Hulst. W Holandii Breda i Moerijk, zdobycie niemieckich miast: Ter-Apel, Haren, Aschendorf. Natarcie na Wilhelmschaven zostało przerwane kapitulacją III Rzeszy w maju 1945.
I pomyśleć, ze tego wszystkiego dokonali nasi żołnierze – przyjaciele, którym kiedyś przynosiliśmy jabłka.
Aleksader Wojtylak, Skawina, Nr 90, wrzesień 1998
*Wykorzystano fragmenty wspomnień Franciszka Skibińskiego „Pierwsza pancerna”, MON, 1968
pogoda w Skawinie













