pierwsze dni wojny w Skawinie
Postanowiliśmy otworzyć radio – przed miesiącem kupiliśmy najnowocześniejszy model pięciolampowego głośnikowego odbiornika radiowego firmy Philips. Z radia rozlegała się, jak zwykle o tej porze, muzyka. Było jednak coś niepokojącego – co kilka minut włączał się głos spikera, który wypowiadał niezrozumiałe słowa: halo, halo, tu Karol, czekolada, czekolada… uwaga, przeszedł, przeszedł, larnia 11, da-ra 47 albo uwaga, uwaga, nadchodzi, nadchodzi pe-a 14, po czym znowu włączała się muzyka.
Zaintrygowani słuchaliśmy dalej, aż do porannego dziennika radiowego o godzinie siódmej. I wtedy to dowiedzieliśmy się prawdy: wybuchła wojna, trwają bombardowania lotniska w Krakowie i w innych polskich miastach. Spiker zapowiedział, że o godzinie ósmej prezydent Ignacy Mościcki wygłosi radiowe orędzie do narodu.
W chwili wybuchu wojny w Skawinie stacjonowała zmotoryzowana 10 Brygada Kawalerii. Jej dowódcą od października 1938 roku był pułkownik Stanisław Maczek. Wojsko zjawiło się w Skawinie już latem 1938 roku. Po paru miesiącach opuściło nagle nasze miasto, aby powrócić wiosną 1939 roku. Skawina nie miała koszar wojskowych, ale za to bardzo dużo stodół. Kadra oficerska byłą zakwaterowana w prywatnych domach.
Nasza rodzina mieszkała przy parku miejskim obok budynku Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”. W pobliżu rozlokowane były pojazdy mechaniczne. Część żołnierzy mieszkała w budynku „Sokoła”, a część pod namiotami. Było ich niewielu, około 20-25 osób. Stanowili zapewne kadrę techniczną do obsługi i naprawy pojazdów mechanicznych. Wstawali stosunkowo późno, przychodząc na poranną toaletę do naszej studni pomiędzy siódmą a ósmą rano. Stanowili bardzo młody rocznik z wiosennego poboru 1939 roku. Zagubieni w nowej, wojskowej rzeczywistości, oderwani od domów szukali rodzinnego ciepła, skorzy do rozmów i osobistych zwierzeń. Szybko się z nimi zaprzyjaźniliśmy.
Spoglądałem na park i na żołnierzy wychodzących na alejki, lecz nie stwierdziłem żadnych oznak świadczących o wojnie. Zachowywali się normalnie, szli powoli ku naszej studni. Gdy powiedzieliśmy im o wybuchu wojny, tylko delikatnie się uśmiechali. Życzliwy kapral poradził mojej cioci, by nie powtarzała takich wieści, gdyż może stanąć przed sądem wojskowym za powtarzanie wrogiej propagandy, dezinformacji rozsiewanych przez niemieckich szpiegów. Ale zgodzili się przyjść o godzinie ósmej pod nasz dom, aby wysłuchać orędzia prezydenta.
Odbiornik radiowy postawiony w otwartym oknie przyciągnął kilkunastu żołnierzy. Prezydent mówił, że będziemy bronić się do ostatniej kropli krwi i prosił naród polski o zdyscyplinowanie, spokój i wypełnianie nałożonych obowiązków. Do broni! Z pomogą Boga zwyciężymy, z nami są wielcy sojusznicy – Anglia i Francja!
Żołnierze odeszli bez słowa do swojej jednostki. Nic się specjalnie w ich zachowaniu nie zmieniło. Dopiero gdzieś po pół godzinie musiały chyba nadejść rozkazy, gdyż usłyszeliśmy pokrzykiwanie podoficerów. Załadowywano sprzęt, zapuszczano motory. Około godziny dziesiątej brygada opuszczała Skawinę, kierując się w stronę Zakopanego.
W sobotę 2 września przez Skawinę przejeżdżały tabory wojskowe z oddziałów rozproszonych w bitwach z niemieckimi wojskami pancernymi w rejonie Cieszyna, Bielska i Rybnika. Pierwszego i drugiego września duże siły niemieckie, w tym 150 czołgów, uderzyły w rejonie Pszczyny, rozbijając polską obronę. Drogą od Oświęcimia przejeżdżały tabory, żołnierze poganiali przemęczone konie. Sami również byli zmęczeni, głodni, bez kuchni polowych. Wdzięczni byli nawet za kromki suszonego chleba. A chleba w sklepach już nie było – żywność została wykupiona.
Wraz z wojskowymi taborami przyjechali do Skawiny pierwsi uciekinierzy. Przed Niemcami uciekała ludność przygranicznych terenów, głównie z okolic Rybnika i Bielska. Ludzie ci mówili o niemieckich okrucieństwach, wzniecając w Skawinie panikę i chęć ucieczki przed wojskami nieprzyjaciela.
Nasza najbliższa sąsiadka wybierała się do Bukowa, gdzie znajomy gospodarz miał na nią czekać z furmanką. Namówiła i nas do ucieczki. Nazajutrz, w niedzielę 3 września, obładowani pakunkami, wszyscy wybraliśmy się rankiem do Bukowa. Mieliśmy zamiar uciekać wynajętą furmanką.
W Bukowie zobaczyliśmy wojnę. Żołnierze jeździli na koniach z rozkazami, było trochę piechoty, wszyscy wykonywali w pośpiechu jakieś zadania. Usiedliśmy na odpoczynek w przydrożnym sadzie. Pogoda we wrześniu 1939 roku była śliczna – ciepła, a czasami wręcz upalna. Niebo prawie bezchmurne. Z oddali gdzieś od Lanckorony, dochodziły głuche pojedyncze echa wybuchów czy wystrzałów. Zapytaliśmy przebiegającego żołnierza, gdzie są Niemcy. Odparł, że już niedaleko.
Okazało się, że furman, z którym mieliśmy pojechać, dawno już sam odjechał. Uciekł z innymi. Byliśmy zrozpaczeni, poszukiwanie innego gospodarza z furmanką nie przyniosło rezultatu. Jedni gospodarze chcieli uciekać ze swoimi rodzinami lub krewnymi, a wielu mówiło, że nie ruszą się z domu. W Bukowie widziałem po raz pierwszy niemiecki samolot. Zrzucił bombę lotniczą na wschód od wsi, gdzieś w okolicy drogi do Zakopanego. Może celem był dworek w Mogilanach? Dziś wiem, że mieścił się tam wówczas sztab Grupy Operacyjnej armii „Kraków”. Była to GO „Boruta”, dowodzona przez generała brygady Borutę-Spiechowicza. Wokół dworku w bliższej i dalszej odległości rozlokowane były dywizjony ogniowe.
Ale w niedzielę 3 września armaty jeszcze milczały. A w Skawinie, do której wróciłem późnym popołudniem, dowiedziałem się, że Anglia i Francja wypowiedziały Niemcom wojnę. Radio apelowało do słuchaczy, aby tę wiadomość przekazywać napotkanym żołnierzom.
Na stacji kolejowej w Skawinie stał pociąg ewakuacyjny do Lwowa. Wiózł rodziny kolejarskie z Oświęcimia. Znalazło się w nim miejsce i dla ans. Pociąg wyjechał ze stacji około północy. Do Bochni jechał dwa i pół dnia. Wieczorem 6 września został zbombardowany na stacji kolejowej w Brzesku. Nie wiem ilu pasażerów ocalał, gdyż ręka Opatrzności kazała nam wysiąść przed Bochnią w szczerym polu. Drugi pociąg ewakuacyjny odjechał ze Skawiny w poniedziałek 4 września, ale nie dojechał do Krakowa.
4 września polscy żołnierze GO „Boruta” wysadzili most kolejowy na Skawince. 4 i 5 września 6 Dywizja Piechoty broniła odcinka skawińskiego od Tyńca do Radziszowa. 5 września Niemcy wjeżdżali już do Skawiny czołgami od strony zachodniej. Właściwie to chcieli wjechać, ale … oddajmy głos Jerzemu Steinhaufowi, uczestnikowi tamtych zdarzeń: Najpierw był telefon od oficera operacyjnego w sztabie 6 Dywizji Piechoty, kapitana dyplomowanego Witolda Kirchmayera. Otrzymał on właśnie meldunek od obserwatora zajmującego stanowisko na wieży skawińskiego kościoła. Do lasu sosnowego zjechało około 90 czołgów hitlerowskich. Obserwator liczył je po tumanach białego kurzu powstającego z kamieni wapiennych, z których wykonana była droga. Należało się domyślać, że pobyt w lasku nie potrwa zbyt długo, a po koncentracji czołgi ruszą do natarcia na Skawinę, a następnie na Kraków. Niestety, artyleria 6 Dywizji Piechoty została zniszczona w bardzo poważnym stopniu w ciężkich walkach granicznych. Stąd więc ten telefon kapitana Witolda Krichmayera do kolegi po sztabowym fachu z 21 Dywizji Piechoty Górskiej, której dowództwo przebywało w dworku na szczycie Mogilan. Była godzina 11 minut 15. Generał Józef Kustroń przyjął propozycję zaskoczenia hitlerowskich czołgów należących do 5 Dywizji Pancernej, której nasi żołnierze sprawili porządne lanie pod Pszczyną i Rybnikiem. Przygotowanie trwało nie więcej niż kwadrans. Uderzenie artyleryjskie rozpoczęło się około w pół do dwunastej, trwało 10 minut, po czym na 5 minut zarządzono przerwę wypełnioną tylko ogniem nękającym. I znów kanonada, tym razem w ciągu 3 minut. Strzelały dwa dywizjony haubic 100 milimetrów, należące do 21 Pułku Artylerii Lekkiej, dwie baterie: pierwsza – armat 105 milimetrów, a druga – haubic 155 milimetrów 21 Dywizjonu Artylerii Ciężkiej oraz III Dywizjonu 65 PAL, który podporządkował sobie 3 września generał Kustroń. W sumie 42 lufy.
Na skawiński las w dniu 5 września między godziną 11 i 12 spadło ponad 3000 pocisków wystrzelonych z rejonu Mogilan. Był to wielki dzień artylerzystów DPG. Niemcy mieli poważne straty. Obserwator z wieży kościelnej doniósł, że naliczył tylko 30 tumanów kurzu po czołgach uciekających z lasu, a więc około 60 czołgów hitlerowskich musiało tam pozostać wskutek albo zniszczenia, albo uszkodzenia, albo wybicia załóg. Podobnie brzmiał meldunek dowódcy patrolu, który wysłany został w ten rejon
.
Tory kolejowe do Skawiny aż do stacji Leńcze zatarasowane były nieprzerwanym kordonem wagonów towarowych, które stanowiły dobrą zaporę dla hitlerowskich czołgów. Niezwłocznie po zakończeniu ognia, nad drogą zakopiańską przeleciało 18 niemieckich Dornierów. Samoloty te bombami i seriami karabinów maszynowych zmasakrowały uciekinierów w Mogilanach i wzdłuż zakopianki. Ataki te były ponawiane i pochłonęły wiele ofiar wśród wojskowych i ludności cywilnej. Przelot Dornierów nie był przypadkowy. Można zakładać, że miały one wesprzeć natarcie czołgów z lasku skawińskiego w kierunku Krakowa.
‘Tego samego dnia po godzinie 12 na lewym skraju obrony 4 Pułku Strzelców Podhalańskich, dowodzonego przez pułkownika dyplomowanego Warzybeka wyszło w rejonie Krzywaczki natarcie piechoty niemieckiej z udziałem tuzina wozów pancernych. Wszystkie zostały zniszczone ogniem polskiej artylerii. Tego dnia nieprzyjaciel ponawiał jeszcze dwukrotnie natarcia. Oba zostały odparte.
Wtedy, 5 września, w żołnierzy broniących rejonu Mogilan, wstąpiły nowe siły. Uwierzyli w siebie, chcieli się bić, chcieli sunąć do ataku, ale na dramatycznej odprawie w dowództwie armii „Kraków”, gdzie zdania były mocno podzielone, zdecydowano, że mimo tych cennych sukcesów, niezbędny jest odwrót, by Krakowa nie narażać na zniszczenie. Dowódca armii „Kraków”, gen. Brygady Antoni Szylling oraz dowódcy dywizji na odcinkach: gen. Boruta-Spiechowicz, gen. brygady Bernard Stanisław Mond, gen. brygady Józef Kustroń, gen. brygady Jan Andrzej Sadowski, umiejętnym dowodzeniem wprowadzili większość sił armii na wschód od Wisły. Ale i tak ten jeden dzień zwłoki dzieki 21 Dywizji Piechoty Górskiej pozwolił na planowe i bez większych strat wycofanie się wojsk z rejonu Krakowa.
5 września wieczorem 6 Dywizja piechoty otrzymała rozkaz wycofania się do Niepołomic. W czasie odwrotu, odcinek szosy od Skotnik do zakopianki, został ostrzelany przez niemiecką artylerię i lotnictwo. Szosą tą uciekała przed Niemcami ludność Skawiny i okolic. 6 września do Skawiny i Krakowa wkroczyły wojska niemieckie…
Andrzej Chabrzyk, Gazeta Skawińska, Nr 5, wrzesień 1999.
pogoda w Skawinie
46°
8°
°F | °C
Clear
Humidity: 87%
Sat


45 |
70
7 |
21
Sun


48 |
77
8 |
25
Mon


59 |
79
15 |
26
Tue


55 |
75
12 |
23









