Blog z podróży - Już w domu!
UDAŁO SIĘ!! DOKŁADNIE O PÓŁNOCY W NIEDZIELE DOTARLIŚMY DO DOMU. Czekał na nas komitet powitalny (rodzice i ciocia) z transparentami. Było to bardzo miłe powitanie.

Przez Węgry jechało się dość monotonnie. Długie proste odcinki drogi, łany zbóż, pola słoneczników i kukurydzy to widoki , które towarzyszyły nam na trasie. Do Budapesztu zajechaliśmy o zmroku by móc zrobić nocne zdjęcia stolicy (w Budapeszcie każde z nas było juz kilkakrotnie wiec nie zależało nam na zwiedzaniu). Chcąc uniknąć dużego natężenia w ruchu drogowym wyjechaliśmy z miasta około 22 tej samej nocy i przemieściliśmy sie 20 km na przedmieścia Budapesztu (rozbiliśmy namiot na parkingu dla Tirów). Nasza jazda była już zdeterminowana powrotem do domu dlatego staraliśmy sie pokonywać jak najdłuższe dystanse, dwukrotnie przekroczyliśmy 170 km w ciągu jednego dnia. Odbiło sie to na Słowacji gdzie totalnie opadłam z sił i marzyłam o dniu wolnym od jazdy. Byliśmy jednak juz zbyt blisko domu żeby odpuścić, zwłaszcza że na Słowacji pogoda zmieniła się o 180 stopni. Podczas jednej z ostatnich nocy przeszła porządna burza i zwiało plażowy namiot, który nie ma jednej ściany, a wraz z nim Konrada mimo że walczył do końca (Konrad do dziś powtarza że czuł się jak na żaglach podczas sztormu;)). Ostatecznie cały przemoczony schronił się w namiocie Piotrka i tak w wilgoci i chłodzie doczekaliśmy poranku. Kolejny dzień nie był lepszy, pogoda była bardzo kapryśna ale dojechaliśmy przez Zwolen do Bańskiej Bystrzycy. Ostatni dzień wyprawy będę wspominać do końca życia. Nie planowaliśmy początkowo pokonywać odcinka Bańska Bystrzyca- Radziszów w jeden dzień, wszystko wyszło bardzo spontanicznie i troszkę dzięki determinacji i dużej motywacji Konrada. Wyjechaliśmy dość późno ponieważ o 8 rano i od samego początku towarzyszył nam niezmiennie deszcz. Tego dnia pojechaliśmy po rekord przejeżdżając 220km- nieosiągalny jak dotąd dla mnie wynik. Przejechaliśmy trasę Bańska Bystrzyca – Rużomberok - Dolny Kubin –Trstena – Chyżne -Rabka Zdrój – Lubień – Myślenice - Radziszów. Jechałam na mocnym kryzysie od Lubnia (ból mięśni, ogólne wyziębienie ciała). W przydrożnym barze w Pcimiu zatrzymaliśmy sie by sie rozgrzać. Zmieniłam odzież na suchą i wypiłam gorącą herbatę z sokiem malinowym, która postawiła mnie nogi . Ostatnie zdjęcie zrobiliśmy przy znaku "Radziszów":DDD
Kończąc ostatnią relację chciałabym podziękować moim towarzyszom podróży: Piotrowi za jego doświadczenie, wiedzę i Konradowi za wytrwałość i luz, jaki wnosił w naszą wyprawę.
Zachęcam wszystkich do spędzania czasu na świeżym powietrzu oraz do uprawiania różnych form aktywnego wypoczynku oraz mam nadzieję ze relacja pomogła rozbudzić zainteresowanie turystyką rowerową, która daje duże możliwości poznania świata...
miłośniczka dwóch kółek
Ania
Ostateczny bilans wyprawy to: 4000 km w 40 dni (start 5 lipca, powrót 15 sierpnia), zwiedziliśmy 14 państw, 4 morza (Czarne, Marmara, Egejskie, Adriatyk) i 4 stolice (Kiszyniów, Tirana, Sarajewo, Budapeszt). Przejechaliśmy przez znane kurorty takie jak: Mamaja w Rumuni, Złote Piaski w Bułgarii, miejscowości położone na Riwierze Olimpijskiej w Grecji, Dubrownik w Chorwacji. Z dużych miast wymienić należy Lwów, Kiszyniów, Konstantę, Warnę, Stambuł, Saloniki, Tiranę, Sarajewo i Budapeszt.
- Blog z podróży - Już w domu!
- Blog z podróży - Bośnia i Hercegowina
- Blog z podróży IX: Bośnia i Hercegowina
- Blog z podróży cz. VIII - Czarnogóra
- Albania, czyli blog z podróży cz. VII (FOTO)
- Blog z podróży cz. VI (FOTO)
- Czas powrotu, czyli blog z podróży cz. V
- Na greckiej ziemi. Blog z podróży cz. IV
- Stambuł. Blog z podróży cz. III
- Już w Rumunii!!! – blog z podróży cz.II








