Na greckiej ziemi. Blog z podróży cz. IV
Obecnie jesteśmy 100 kilometrów od Salonik. Zatrzymaliśmy sie w małej miejscowości turystycznej Paralia na Riwierze Oilimpijskiej. Zostaniemy tu na dłużej (około 3 dni) żeby nabrać sił, wyleczyć odparzenia i rany po kleszczach i ukąszeniach owadów, posmakować wakacji. Nie działają nam tez telefony więc będzie czas na doładowanie baterii...

Spotkaliśmy się tu ze znajomymi Piotrka, którzy spędzają tu wakacje i którzy udostępnili nam miejsce na rozbicie namiotów. Nie wspominałam jeszcze, że Piotr to nauczyciel geografii – na bieżąco mamy więc informacje o sytuacji politycznej i ekonomicznej danego kraju (w Mołdawii oglądaliśmy czarnoziemy, łupki skalne w Bułgarii, budowę skał w Grecji).
Dziś będziemy ustalać trasę powrotu do domu – prawdopodobnie pojedziemy przez Kosowo, Macedonię, Serbię, Węgry, Słowację.
Ostatnie dni spędziliśmy na przejeździe przez Turcję i Grecję. Turcy to bardzo mili ludzie, bardzo często miejscowi zapraszali nas do domu na obiady i poczęstunek, auta trąbiły na powitanie, kierowcy zatrzymują się, by porozmawiać bądź poczęstować melonem, udzielić rad.
Spotkaliśmy kilku podróżników – sakwiarzy: parę z Anglii, dwóch Niemców, Szweda. Porozmawialiśmy chwilę i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Wyjazd ze Stambułu zajął nam 1,5 dnia. Pedałowaliśmy główną drogą wzdłuż wybrzeża Morza Marmara od czasu do czasu chłodząc się w wodzie. Grecja to już typowo europejski kraj nastawiony na turystów, nie jesteśmy juz tak entuzjastycznie przyjmowani.
Jak wygląda nasz przeciętny dzień? Piotr zawsze budzi nas około 5-6 rano polskiego czasu. Najpierw szybka toaleta (jak mamy dostęp do wody), następnie jemy szybkie, ale kaloryczne śniadanie (kanapki z nutellą) i ruszamy w drogę. Jedziemy cały dzień robiąc przerwy na zdjęcia, szybkie zwiedzanie, jakiś posiłek, kąpiel w morzu bądź w jeziorze. Około 19 zaczynamy rozglądać się za noclegiem; jeśli jesteśmy w miejscowości oddalonej od kurortów, z noclegiem u gospodarza na parceli nie ma problemu, jeśli jest to miejscowość turystyczna bądź duże miasto, staramy się z niego wyjechać i rozbić namiot na obrzeżach bądź zdrzemnąć się w miejscu potencjalnie bezpiecznym (ostatnio np. myjnia samochodowa ;) ).
Mogę śmiało powiedzieć, że nasza wyprawa to survival. Konrad pokonał kryzys i ma już dużo sił. Jeszcze w Stambule na dworcu dosłownie nie był w stanie chodzić (liczne odparzenia, odciski, ból ścięgien achillesa). Chyba nastąpił jakiś cud i teraz ma nawet więcej sił niż ja! :D
Do domu jeszcze kawał drogi, ale mamy nadzieję, że po krótkiej rekonwalescencji w Paralii, uda nam się szczęśliwie pokonać całość zaplanowanej trasy :)
- Blog z podróży - Już w domu!
- Blog z podróży - Bośnia i Hercegowina
- Blog z podróży IX: Bośnia i Hercegowina
- Blog z podróży cz. VIII - Czarnogóra
- Albania, czyli blog z podróży cz. VII (FOTO)
- Blog z podróży cz. VI (FOTO)
- Czas powrotu, czyli blog z podróży cz. V
- Na greckiej ziemi. Blog z podróży cz. IV
- Stambuł. Blog z podróży cz. III
- Już w Rumunii!!! – blog z podróży cz.II








