Rowerem przez świat – blog z podróży
Pierwszy dzień naszej wyprawy był ...dość stresujący. Pociąg, którym próbowałam sie z Konradem dostać do Krakowa – zepsuł się. Następnie pociąg relacji Kraków Główny – Przemyśl był tak przepełniony, że ledwo upchnęliśmy nasze objuczone rowery w przedziale. W Przemyślu zaczęła się nasza rowerowa przygoda. Na dworcu spotkaliśmy się z naszym kompanem podróży – Piotrem, wrzuciliśmy sakwy na rower, posililiśmy się w przydworcowym barze i chwilę potem pedałowaliśmy w stronę przejścia granicznego w Medyce. Podekscytowani wyjazdem pogubiliśmy drogę, w rezultacie czego nasza trasa do granicy ukraińskiej wydłużyła się o 15 km:).


Na samym przejściu spędziliśmy około godzinę, ponieważ była spora kolejka, musieliśmy powypełniać jakieś papierki, przepychać rowery przez wąskie bramki zupełnie nieprzystosowane dla rowerów ( a przejście jest dla rowerzystów i pieszych).
Ukraina, w moim mniemaniu, jest bardzo „polska". Czuję się tu swojsko, wszędzie widać pasące się krowy, kaczki kury. Dużo gospodarstw i wszechobecne dziury na drogach:). Wydaje się jakby czas płynął tu wolniej, ludzie są bardzo życzliwi, często nas zaczepiają, by pogawędzić. Moja flaga, którą przytroczyłam do tylnej sakwy, przykuwa uwagę polskich kierowców, którzy trąbią, zatrzymują się, by nas pozdrowić lub udzielić wskazówek.
Nie mieliśmy jak na razie żadnych problemów ze znalezieniem noclegu. W tej kwestii mamy na razie szczęście:) Pierwszy nocleg spędziliśmy tuż za Lwowem, rozbijając namioty na podwórku gościnnych gospodarzy. Pani domu zaparzyła nam herbatkę i chwilę z nami pogawędziła. Przyrządziliśmy sobie „kolację"(barszcz z pierożkami) i syci położyliśmy się spać na łonie natury.
Następnego dnia rano obudził nas siąpiący deszcz, który niestety towarzyszy nam do tera. Do tego doszedł wiatr. 
Kolejną noc spędziliśmy również u przemiłej ukraińskiej rodziny, która zaprosiła nas do domu. Korzystając z okazji wzięliśmy prysznic, znów posililiśmy sie herbatką (dostaliśmy 2 słoiki pełne koziego, jeszcze ciepłego, mleka). Zostaliśmy zaproszeni na domowej roboty wino i samogon, a pomimo bardzo skromnych warunków bytowych ukraińskiej rodziny, stół był suto zastawiony różnego rodzaju „przegrychą".
Wczoraj od rana jechaliśmy w deszczu. Droga była dość monotonna, dziurawa, panował duży ruch i zasypiałam za kierownicą. Konrad zaczął narzekać na ból w kolanach, ale mam nadzieję, że to niebawem ustąpi.
Na trasie spotkaliśmy rowerzystę-sakwiarza ze Szwecji, który jest już w podróży 8 miesięcy. Wracał z Kurdystanu. Wymieniliśmy adresy i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie. Polski kierowca widząc nas pedałujących w deszczu zlitował się i wziął nas do sióstr zakonnych, które znalazły dla nas nocleg u zaprzyjaźnionej rodziny. Dostaliśmy własny pokój, ciepłe łóżka i, standardowo, herbatkę:).
Dziś kierujemy się w stronę Kamieńca!
- Blog z podróży - Już w domu!
- Blog z podróży - Bośnia i Hercegowina
- Blog z podróży IX: Bośnia i Hercegowina
- Blog z podróży cz. VIII - Czarnogóra
- Albania, czyli blog z podróży cz. VII (FOTO)
- Blog z podróży cz. VI (FOTO)
- Czas powrotu, czyli blog z podróży cz. V
- Na greckiej ziemi. Blog z podróży cz. IV
- Stambuł. Blog z podróży cz. III
- Już w Rumunii!!! – blog z podróży cz.II








